+ 4 || 21.01.2012


Co u mnie? Jak zwykle - jest zajebiście (uśmiecham się do obcych ludzi w tramwaju poznaję nowych znajomych dbam o siebie jem właśnie tyle ile jeść powinnam) albo absolutnie beznadziejnie (ćpam i płaczę płaczę płaczę albo piję z jakimiś dziwnymi ludźmi i budzę się nie wiem gdzie nie wiem co się stało i nie wiem jak dotrę na zajęcia w takim stanie). Jak zwykle nie umiem - nie chcę - tego wypośrodkować. Dostałam tak wiele "drugich szans", że brzydzę się samą sobą. Z drugiej strony - jutro wstanę i być może znów będę przez kilka godzin najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, bo słońce odbija się od brudnego śniegu pod odpowiednim kątem. A potem wybuchnę płaczem w spożywczym, bo... nie wiem.

Dwie rzeczy, które trzymają mnie przy życiu. Jeden: studia. Kocham. Wybór takiego a nie innego kierunku i takiej a nie innej specjalizacji był najszczęśliwszym przypadkiem w moim krótkim życiu. Jestem wdzięczna - losowi za ten traf, ludziom z grupy za to, że czuję się w ich towarzystwie taka potrzebna i bezpieczna, wykładowcom za to że przymykają oko na moje nieobecności i zaległości (bo musiałam przez trzy dni leżeć w łóżku, dostarczając sobie na przemian alkoholu i tableteczek). Nie wiem, co bym bez tego zrobiła. Dwa: muzyka. Chociaż to akurat bywa zdradliwe, bo muzyka daje mi masę szczęścia, ale czasem także upomina się po zapłatę. Niesamowicie wykańcza mnie to psychicznie, ale warto, warto. Dla tych chwil, kiedy absolutnie naćpana ekscytacją leżę na dywanie z kartek i w pośpiechu zapisuje kilometry nutek. Nic innego wtedy nie istnieje. Tak bardzo tego potrzebuję
(Trzy: moje tableteczki. Ale to już inna, dużo bardziej żałosna bajka.)

Czego się nauczyłam? Wiem już, że nigdy nie będę wystarczająco dobra. To działa tak: zaczynam coś robić, staram się, wkładam w to całą siebie, ale szybko dostrzegam że to na nic, że nie idzie mi tak dobrze, jak bym chciała. Jak od siebie wymagam. Więc przestaję zupełnie. I tak oto stopniowo pozbywam się wszystkiego w życiu, co potencjalnie mogłoby mi dawać szczęście: pisania, kompozycji, rozmowy z inteligentnymi ludźmi. Faceta.


(Mija dziesiąty miesiąc od kiedy Cię nie ma, a ja nadal się nie pozbierałam.)

Chaos, chaos w mojej głowie. Przepraszam za wielowątkowość, mam nadzieję że ktokolwiek cokolwiek z tej paplaniny zrozumie.

<<